Czwartek 13 lipca był zaplanowany na obejrzenie General Sherman Tree, czyli największego drzewa na świecie, którego waga szacowana jest na 1200-2000 ton, co czyni je największym żywym organizmem na ziemi. Wysokość 84 metry, średnica pnia = 8 metrów. Jego wiek szacuje się na 2300-2700 lat!
Sekwoję olbrzymią można obejrzeć także w Polsce. Największy przedstawiciel tego gatunku w naszym kraju rośnie w miejscowości Brwice w województwie zachodniopomorskim. Drzewo ma 88 lat i 27 metrów wysokości, czyli trochę więcej niż ⅓ wysokości Generała Shermana.
Po drodze zobaczyliśmy Tunnel Log, czyli tunel dla samochodów wydrążony w przewróconej Sekwoi. Tunel ma wymiary 2,4 m wysokości i 5,2 m szerokości, wykonany został w 1937 roku i nadal wygląda idealnie.
Wdrapaliśmy się też na Moro Rock.
Tu dodam, że „wdrapaliśmy się” znaczyło tyle, że weszliśmy bardzo wysoko po bardzo krętych schodach wzdłuż barierki
My z Pauliną w japoneczkach, sukienkach – jak na prawdziwie górską wyprawę przystało.
Było późno, więc na gotowanie nie było czasu. Pojechaliśmy na pizzę i ruszyliśmy w kierunku Monterey Bay. Chcieliśmy zajechać możliwie najdalej, gdyż w piątek na 14:30 mieliśmy zarezerwowany rejs widokowy na wieloryby. Zdecydowaliśmy się na kemping w Lindy’s Landing & Campground i znowu dojechaliśmy mocno po zmierzchu. Tym razem nie było kartki z instrukcjami tylko trzeba było użyć dzwonka. Przyszła pani, potem pan, rozłożyli plan kempingu, głowili się gdzie by tu nas ulokować i zdecydowali, że będziemy tuż nad rzeką. Dostaliśmy plan kempingu, kod do szlabanu – super. W drodze do wyznaczonego miejsca głowiliśmy się tylko dlaczego wyznaczenie miejsca było takie skomplikowane, skoro cały kemping był niemal pusty.
W naszym miejscu trawa była wilgotna (nowe doświadczenie), otaczało nas masę maleńkich muszek, ale nic to. W świetle reflektorów samochodów rozbiliśmy obóz, poszliśmy spać. Całą noc słyszeliśmy szum rzeki oraz słychać było jak pracowały jakieś maszyny. Nad ranem zorientowaliśmy się, że stan rzeki był hmmm niepokojąco wysoko a cały teren był podmokły. Widać było, że jakiś czas temu wszystko było pod wodą (co potwierdził potem właściciel). Ciepłej wody brak, no cóż – bywa. Zwinęliśmy się czym prędzej i tym razem była to jakaś 9.00 rano, co bardzo współgrało z naszymi planami dotarcia do Monterey na rejs o 14.30.




















