Drogę powrotną z naszej drugiej wyprawy rozpoczęliśmy od Glen Canyon. Jest spory kawałek do przejścia od parkingu aż po sam punkt widokowy, ale warto było (pomimo okropnego upału).
Dzielimy się z Wami tym, co zobaczyliśmy.
Ps. Jesteśmy nadal w przepięknej, upalnej, czerwonej Arizonie, ale już niedługo.




















Fota Marcin – made my day