Nasz dzień w Disneyland trzeba zobaczyć oczami dziecka (może z odrobinką moderacji, dla porządku), dlatego oddajemy głos naszej latorośli ![]()
Od siebie dodam, że w Disneyland spędziliśmy około 15 godzin i zaliczyliśmy 25 atrakcji (z 65). W normalnych okolicznościach udaje się zrealizować 6-8 atrakcji dziennie.
Wszystko jest tam perfekcyjnie dopracowane: każda postać, każdy detal, dźwięk, efekty specjalne, po prostu przenosisz się do innej krainy, jesteś jej częścią (nie tylko biernym obserwatorem). Oczywiście lepiej jeśli znasz daną bajkę/film ale nie jest ważne czy lubisz bajki czy nie – to po prostu wspaniałe przeżycie i zupełnie inny park rozrywki niż wszystkie, które dotychczas widziałam.
Hej tu Ala,
Od razu na wstępie ostrzegam wszystkich tych, którzy mają zamiar kiedykolwiek odwiedzić Disneyland, że opiszę tu szczegółowo wszystkie atrakcje, jakie widziałam więc jeśli to przeczytacie a potem pojedziecie do Disneyland, nie będziecie mieć niespodzianki.
Na miejscu byliśmy trochę za wcześnie, więc poszliśmy do Starbucksa na ciepłe napoje i ciastka.
Potem pojechaliśmy w umówione miejsce, skąd odebraliśmy nasze wejściówki. Samochody i kluczyki zostawiliśmy przed wejściem do dużego, pięknego hotelu (zostały odprowadzone przez kierowców na parking). W środku było super. Sufit był bardzo wysoko. Pod sufitem umieszczone były ogromne lampy. Wszystko było z drewna i kamienia.
Na lewo od wejścia odchodził długi korytarz, prowadzący do Disneylandu. Po przekroczeniu progu dostaliśmy się na ogromny plac z różnymi sklepami. Mała uliczka prowadziła do bramek Disneylandu.
Zapomniałam dodać, że mieliśmy wejściówki VIP i panią, która oprowadzała nas po najlepszych atrakcjach i wpuszczała nas zawsze na początek kolejki, dzięki temu mogliśmy zobaczyć o wiele więcej.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Fantasyland. Pierwszą atrakcją była kraina Piotrusia Pana. Siedzieliśmy w kolejce i zwiedzaliśmy tą bajkę. Najpierw sypialnia dzieci, potem Big Ben i Nibylandia. Lecieliśmy pośród gwiazd a w dole widzieliśmy światła miasta.
Następnie odwiedziliśmy bajkę „Królewna Śnieżka”. Najstraszniejszym momentem było kiedy w lustrze widać było twarz młodej złej królowej, a gdy się odwróciła była starą jędzą.
W Fantasyland odwiedziłam też Alicję w krainie czarów, kręciłam się na Tea Cups i jeździłam wybudowaną jako pierwszą w Disneyland kolejką górską (prowadziła przez środek śnieżnej góry, gdzie były wodospady i straszyły nas Yeti). Na koniec przejechaliśmy przez Small World, gdzie były postacie z bajek bardzo wielu krajów.
Dalej poszliśmy do Mickey’s Toontown, gdzie spotkaliśmy się z Myszką Miki, odwiedziliśmy jej dom. Byliśmy też w filmie Kto wrobił królika Rogera i na małej kolejce górskiej Inspektora Gadgeta.
W Tomorrowland bardzo podobała mi się podróż łodzią podwodną, która prowadziła nas przez bajkę o rybce Nemo. Tam też jeździliśmy najszybszą kolejką w całym Disneyland (Star Tours), która mknęła w ciemności, pośród gwiazd i barw.
Super atrakcją był symulator, który przeniósł nas w świat Gwiezdnych Wojen. Byliśmy na pokładzie statku, lecieliśmy w kosmosie i strzelaliśmy zupełnie jakbyśmy byli w filmie.
W Adventureland spływaliśmy tratwą. Były tam dzikie zwierzęta, wyglądające jak prawdziwe: słonie, hipopotamy, krokodyle, lwy, zebry, małpy, goryle i wiele innych. Dla wielbicieli filmów przygodowych najlepsza byłaby wycieczka do krainy Indiany Jones. Chodziliśmy takimi samymi korytarzami jak w filmie, nawet opuszczał się na nas sufit z kolcami. Część trasy jechaliśmy kolejką (jak samochodem), uciekając przed zagrożeniami, min. przed wielką kulą, która toczyła się na nas.
W New Orleans Square zwiedziliśmy dom strachów, gdzie były duchy, szkielety i obrazy, z których znikały twarze. Tuż obok (w Critter Country) zjechaliśmy wodną kolejką górską. Siedziałam pierwsza i byłam najbardziej mokra.
Potem poszliśmy do krainy Piratów z Karaibów (Frontierland), gdzie płynęliśmy łódką min. pośród dwóch walczących okrętów. Niedaleko była też następna kolejka górska (Big Thunder Mountain Railroad).
Nie wszystkie atrakcje są na mapie. Powstała nowa strefa, poza bramkami wejściowymi z bardzo nowoczesnymi i ekstremalnymi atrakcjami.
Pierwszą była winda, która gwałtownie i nieoczekiwanie spadała w dół i jechała w górę (i tak kilka razy). Potem poszliśmy do krainy z filmu Auta, gdzie oczywiście wsiadaliśmy do samochodu, który przewiózł nas przez całe miasteczko a na koniec ścigaliśmy się z innym samochodem (wygraliśmy!).
Największe wrażenie zrobiła na mnie podróż przez świat. Żadne kino 3D, ani 5D – nic nie może się z tym równać. Usiedliśmy w fotelach, przed nami był ogromny ekran w kształcie półkuli. Podczas seansu fotele uniosły się i lecieliśmy ponad światem, odwiedzając wszystkie kontynenty (widzieliśmy operę w Sidney, wielki chiński mur, Taj Mahal, Niagarę, wieżę Eiffa). Podczas lotu czuliśmy różne zapachy, charakterystyczne dla danego kraju. Dzięki naszej pani przewodniczce mieliśmy najlepsze miejsca.
Było tak wspaniale, że musieliśmy zobaczyć wszystko jeszcze raz.
Na koniec poszliśmy jeszcze na najwyższy rollercoaster i jeszcze mieliśmy chwilę, żeby wpaść do bajki o Małej Syrence.
Nasze wyjątkowe bilety VIP pozwalały nam także zająć najlepsze miejsca na wieczorną paradę bajek i pokaz fajerwerków. Byliśmy bardzo zmęczeni, ale nie mogliśmy przegapić takiej okazji. Pokaz odbywał się w centralnym punkcie Disneyland, dokładnie nad zamkiem Śpiącej Królewny. Ten zamek widzicie na każdym filmie Disneya (Dzwoneczek także latał nad zamkiem!). Było niesamowicie. Pokaz trwał przynajmniej 20 minut a niebo rozbłyskiwało we wszystkich kolorach. Na zamku wyświetlane były kolory, narrator prowadził nas przez różne bajki.
Wróciliśmy bardzo późno i byliśmy potwornie zmęczeni.




















