Always sun, always traffic

Ogarnianie bloga nie jest wcale takie łatwe. Technicznie tak, ale czasowo ciężko to zmieścić.
Środę rozpoczęliśmy leniwie, Hollywood musiało zaczekać na gwiazdy wielkiego formatu :)
W LA poza godzinami szczytu natężenie ruchu jest i tak spore. W samym Beverly Hills trochę się nastaliśmy w korkach, ale dzięki temu mieliśmy możliwość przypatrzenia się z bliska tej słynnej okolicy.
Żartowaliśmy, że jakby się uprzeć to taki bardziej słoneczny Konstancin (żeby nie powiedzieć Łomianki :P). „Słoneczny” to tutaj w Kalifornii słowo klucz.

IMG_7024

No i cóż. Przedreptaliśmy słynne Beverly Hills i Rodeo Drive w tej spiekocie, pośród palm i witryn światowych marek. Nie spotkaliśmy nikogo sławnego, nic nas w tych widokach szczególnie nie powaliło. Zjedliśmy muffinki (z ciastkomatu i z cukierni), lekki lunch (za jakąś obłędną kasę). Uznajemy, że mamy odhaczone.

20170628_153900

IMG_0110

IMG_0088

IMG_7059

IMG_7055

Kolej na słynną aleję gwiazd. Tu „niespodzianka”, bo akurat odbywała się premiera Spider Mana. Wszystko zagrodzone, dzikie tłumy fanów, oczekujących na swoich idoli oblepiały każdy metr kwadratowy chodnika i okoliczne schody, słupy, balkony. Tam, gdzie było odrobinę przestrzeni, wystawali straganiarze i inni zaczepialscy, którzy chcieli cokolowiek zarobić.
Do słynnych odcisków dłoni nie dotarliśmy, także tym razem nie porównam swojej ręki z Madonną . Może następnym razem (mamy blisko, więc może się wybierzemy).

IMG_0160

IMG_0170

Wyobrażałam sobie, że wielka gala Oskarowa odbywa się w przepięknym, stylowym amfiteatrze. W jakimś budynku z filarami z piaskowca, eleganckimi schodami. Tymczasem wejście na tą słynną galę wygląda tak… Schody w galerii handlowej, pośród butów i torebek Louis Vuitton, prowadzące do niebieskiego neonu Dolby Theatre. Yyyy… nie wiem jak to skomentować.
Widok z z góry (na schody) oraz ze schodów (na wejście).

IMG_0156

IMG_0155

Na koniec oczywiście chcieliśmy zobaczyć napis „Hollywood” w całości, co nie jest takie łatwe. Widzieliśmy kilka razy „ood”, oraz „ly”. Wreszcie udało się. Było już po zachodzie słońca – efekt jak widać.

IMG_0225

Jutro nic nie piszę. Wstajemy bardzo rano i jedziemy do Disneyland na cały dzień.

2 przemyślenia na temat “Always sun, always traffic”

  1. ~valdi_wrk_desk_keeper pisze:

    Do samego sklepu Tiffany’ego nie chcieli Was wpuścić? – nie rozumiem ich polityki sprzedażowej, przecież widać po Was głód zakupów ;)

  2. ~Edźka pisze:

    No Dolby Theatre to faktycznie jakaś porażka.
    Ale wcale się nie dziwie, że Amerykanie tacy uśmiechnięci chodzą – palmy im odbiły :D
    Palmy czad, aż na sam widok mi się gęba cieszy :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>